„Za co?” Andziaks, 26 tys. zł podatku i estoński CIT. Dwie strony afery, o której mówi cała Polska
Jedno zdanie w vlogu, „Za co?”, i od tygodnia cała Polska liczy podatki Andziaks. Jedni pokazują, że jej spółka przy prawie 3 mln zł zysku oddała fiskusowi mniej niż pracownik na minimalnej. Drudzy odpowiadają, że to estoński CIT, w pełni legalny, a porównywanie go z PIT z etatu to manipulacja. Sprawdziliśmy obie strony tej dramy i zapytaliśmy doradczynię podatkową, co widzi na co dzień w rozmowach z przedsiębiorcami.
W skrócie
- Spółka Twinkle Candle, której współwłaścicielką jest Angelika „Andziaks” Trochonowicz, przy ok. 2,85 mln zł zysku brutto za 2025 r. zapłaciła ok. 26 tys. zł podatku. Rok wcześniej było to 572 tys. zł.
- Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie to estoński CIT. Podatek nie znika, tylko czeka na wypłatę zysku. Łącznie wyniesie wtedy 20 albo 25 proc.
- Problemem nie jest legalność, tylko słowa. „Każdy chce jak najmniej płacić” w ustach milionerki trafiło w czuły punkt ludzi, którzy proporcjonalnie oddają więcej.
Od czego zaczęła się burza
22 października Andziaks i jej mąż Łukasz „Luka” Trochonowicz opublikowali na YouTube kolejny odcinek vlogowej serii z pytaniami od widzów. Padło pytanie o podatki. Influencerka przyznała: „Ja bym bardzo chciała się rozliczać za granicą”, bo w Polsce płaci, jak to ujęła, strasznie dużo. Dodała, że nie korzysta z publicznej ochrony zdrowia, bo wszystko robi prywatnie. Na pytanie, dlaczego w ogóle płaci, odpowiedziała krótko: „Za co?”. Było też zdanie, które potem cytowały wszystkie portale: „Każdy chce jak najmniej płacić, umówmy się.” I drugie, które dolało oliwy do ognia: „My się nawet nie staramy mniej płacić, bo nie ma jak.”
Co ciekawe, pierwszy kontrargument padł w tym samym nagraniu. Mąż influencerki próbował studzić emocje i przypominał, że podatki bolą też tych, którzy zarabiają mało: „Jak ktoś zarabia 400 tysięcy, a oddaje 100, a ktoś inny zarabia 4 tysiące i oddaje tysiąc”. Internet zapamiętał jednak nie jego słowa, tylko jej.
Fragment w kilka godzin obiegł X, TikToka i Instagram. Kilka dni później temat skomentował minister finansów, a Andziaks opublikowała przeprosiny. Po drodze internauci zajrzeli do sprawozdań finansowych jej spółek. I tu zaczyna się część, która dla przedsiębiorców jest najciekawsza.
Kalendarium afery
- 22.10: vlog z pytaniami widzów na YouTube, padają słowa o podatkach i „Za co?”.
- 23.10: pierwsze komentarze publicystów, m.in. Jana Śpiewaka w Wirtualnej Polsce.
- 24.10: Pan od Podatków publikuje dane spółki, temat podchwytują Bankier i money.pl, komentują Adrian Zandberg, Robert Biedroń, Anna Maria Żukowska i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
- 25.10: Andziaks publikuje na YouTube „Oświadczenie” z przeprosinami.
- 26.10: media piszą o poszukiwanym ojczymie influencerki, eksperci od PR oceniają przeprosiny.
- 27.10: minister finansów Andrzej Domański w TVN24: „bardzo egoistyczna wypowiedź”.
Pan od Podatków liczy: 26 tys. zł przy prawie 3 mln zł zysku
Najmocniejszy cios zadał doradca podatkowy Grzegorz Hatała, który w sieci występuje jako Pan od Podatków. W nagraniu na TikToku i Instagramie pokazał dane spółki Twinkle Candle z rejestru. Przychody w 2025 r.: ok. 12 mln zł. Zysk: prawie 3 mln zł. Podatek dochodowy: ok. 26 tys. zł, czyli poniżej 1 proc. zysku.
Do tego dołożył porównanie, które zrobiło największe wrażenie. Według jego wyliczeń osoba zatrudniona na etacie za płacę minimalną oddaje państwu w podatku i składkach ok. 26,2 tys. zł rocznie, licząc także część płaconą przez pracodawcę. Wniosek, który poszedł w świat: pracownik na najniższej krajowej zapłacił więcej niż milionowa spółka.
Dane z poprzednich lat pokazują, że rok 2025 jest wyjątkiem, a nie regułą. Jeszcze rok wcześniej spółka zapłaciła ponad pół miliona złotych podatku.

Druga strona: to nie PIT, tylko CIT
Gdy emocje trochę opadły, odezwały się głosy, które warto usłyszeć, zanim kogoś się osądzi. Anna Maria Żukowska z Lewicy, czyli polityczka, której trudno zarzucić sympatię do niskich podatków, zwróciła uwagę na sedno: „To porównanie PIT do CIT.” Podatek spółki i podatek pracownika to dwie różne rzeczy, liczone od czego innego i w innym momencie.
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy inFaktu, wskazał, że najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest przejście spółki na estoński CIT, czyli ryczałt od dochodów spółek. Sama Andziaks potwierdziła to w nagraniu z 25 października. Powiedziała też, że kwota 26 tys. zł to tylko część tego, co trafia do budżetu.
Jak działa estoński CIT? Dopóki zysk zostaje w firmie i pracuje (na zapasy, ludzi, inwestycje), spółka nie płaci od niego podatku. Płaci dopiero wtedy, gdy wypłaca pieniądze wspólnikom. Wtedy rozlicza ryczałt, a wspólnik płaci podatek od dywidendy, pomniejszony o część tego ryczałtu.
Ile wynosi podatek od zysku wypłaconego wspólnikowi
- Klasyczny CIT, mały podatnik: 9 proc. CIT co roku i 19 proc. od dywidendy, razem ok. 26,3 proc.
- Klasyczny CIT, pozostałe spółki: 19 proc. CIT i 19 proc. od dywidendy, razem ok. 34,4 proc.
- Estoński CIT, mały podatnik: łącznie 20 proc., ale dopiero przy wypłacie zysku.
- Estoński CIT, pozostałe spółki: łącznie 25 proc., też przy wypłacie.
To nie jest luka ani sztuczka. Estoński CIT to rozwiązanie, które ustawodawca wprowadził celowo, żeby firmy zostawiały zysk w biznesie. Ma swoje warunki: wspólnikami muszą być osoby fizyczne, spółka musi zatrudniać ludzi, a wybór obowiązuje co najmniej cztery lata. Rafał Chabasiński z Bezprawnika, który słowa influencerki o usługach publicznych nazwał wprost głupstwami, też podkreślił, że nikt nie wykazał jej nielegalnego unikania podatków.
W sieci pojawiło się podejrzenie, że zysk można przecież wyciągnąć ze spółki pożyczką dla wspólnika i ominąć podatek. W estońskim CIT to nie działa: taka pożyczka co do zasady liczy się jako ukryty zysk i jest opodatkowana.
Głos z praktyki: „Rozumiem frustrację Andziaks”
Poprosiliśmy o komentarz mec. Justynę Cyrańską, doradcę podatkowego i radcę prawnego w kancelarii KPAN. Jej zdaniem skala hejtu przerosła samą wypowiedź.
Umówmy się, fala hejtu, w której mówimy o tym, że przecież nie jeździ po prywatnych drogach, przecież nie ma prywatnej policji, jest już trochę skrajna.
Mecenas Cyrańska zwraca uwagę, że Andziaks mówiła przede wszystkim o składce zdrowotnej, i to jest temat, który zna z gabinetu. Podaje przykład przedsiębiorcy, który co miesiąc płaci bardzo wysoką składkę zdrowotną, a na rehabilitację w publicznym systemie słyszy termin za dwa lata.
Rozumiem jego frustrację. Ja rozumiem frustrację Andziaks. Dlatego większość optymalizacji, o których ja rozmawiam z moimi klientami, dotyczy właśnie wysokości płaconej składki zdrowotnej.
Według niej to właśnie składka zdrowotna z Polskiego Ładu sprawiła, że przedsiębiorcy masowo przenoszą działalność do spółek z o.o. i wybierają CIT. I nie ukrywa, po której stronie stoi w tej sprawie zawodowo:
Ja jako doradca podatkowy też rekomenduję takie rozwiązania.
O estońskim CIT mówi wprost, że to rozwiązanie, które „jest jak najbardziej legalnym sposobem opodatkowania w naszym kraju”. Krytykom radzi jedno: „Zachęcam do większej rozwagi.”
Krytycy: nie chodzi o legalność, tylko o postawę
Po drugiej stronie są ci, dla których rachunek się zgadza, ale słowa nie. Głos w imieniu rządu zabrał minister finansów Andrzej Domański. W TVN24 ocenił: „To taka bardzo egoistyczna wypowiedź”. Przypomniał też, że podatki „w Polsce trzeba płacić”, a wpływy z nich finansują potrzeby całego społeczeństwa, nie tylko tych, którzy akurat korzystają ze szkół czy szpitali. Zwrócił uwagę, że to, iż ktoś w wieku dwudziestu kilku lat nie chodzi do lekarza na NFZ, wcale nie oznacza, że nie skorzysta z systemu za czterdzieści lat. Jednocześnie zastrzegł: „nie chcę przyłączać do jakiegoś linczu na pani influencerce”. Publicznego komentarza premiera Donalda Tuska do 29 października nie znaleźliśmy.
Ostrzej zareagowali inni. Była ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz skwitowała dane spółki krótko: „Nóż się otwiera.” Dodała, że to „zadanie dla klasy politycznej”. Adam Traczyk, prezes think tanku Global.Lab, napisał: „Uczciwie pracujący w Polsce człowiek nie może być frajerem”. Robert Biedroń z Lewicy przypomniał, że lekarze z prywatnych klinik, z których korzysta influencerka, skończyli publiczne uczelnie, a o jej firmach powiedział krótko: „Otrzymała państwowe gwarancje”.
Krytycy wyciągnęli też pomoc publiczną. Według danych z rejestru firmy powiązane z Andziaks skorzystały w latach 2023–2026 ze wsparcia o wartości 399,3 tys. zł. Influencerka odpowiedziała: „Jest to gwarancja bankowa, której udziela bank BGK w momencie zaciągnięcia kredytu.” Podkreśliła, że rodzina nie dostała pieniędzy od państwa. To prawda, że gwarancja to nie dotacja. Prawdą jest też, że wartość takiej gwarancji formalnie liczy się jako pomoc publiczna, bo to państwo bierze na siebie część ryzyka banku.
Od Morawieckiego po Zandberga
Rzadko się zdarza, żeby w jednej sprawie zgadzali się politycy z tak różnych stron. Były premier Mateusz Morawiecki w programie „Tłit” Wirtualnej Polski ocenił, że influencerka jest „zupełnie oderwana od rzeczywistości”. Przypomniał, że korzysta z bezpieczeństwa, które zapewnia państwo, i z publicznych dróg.
Z lewej strony uderzył Adrian Zandberg z partii Razem. W nagraniu na TikToku i Instagramie mówił, że Andziaks „chyba naprawdę nie rozumie, jak bardzo jest uprzywilejowana”. Dodał też zdanie, które stało się jednym z najczęściej powtarzanych komentarzy tego tygodnia: „No bo w Polsce podatki normalnie płacą pracownicy.”
Aktywista i publicysta Jan Śpiewak w tekście dla Wirtualnej Polski zrobił z afery diagnozę społeczną. Pisał, że gdy państwo oczekuje wspólnego finansowania potrzeb, nagle staje się to dla niektórych ciężarem nie do zniesienia. Jego najostrzejsze zdanie brzmiało: „Z konsumpcji zrobiliśmy złotego cielca, a z influencerów jego kapłanów.” Dziennikarz Jakub Wiech zwrócił uwagę na brakujący element tej dyskusji: „Gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze solidarność społeczna”.
Jest też coś, czego w tych komentarzach brakuje. Żaden z polityków nie zarzucił spółce złamania prawa. Spór dotyczy tego, czy prawo jest sprawiedliwe i czy wypada głośno narzekać, gdy korzysta się z jego najkorzystniejszych rozwiązań.
Co piszą internauci
Na Wykopie, gdzie temat trafił na stronę główną, dyskusja jest bardziej wyrównana, niż sugerowałyby nagłówki. Najwięcej plusów zbierają głosy o tym, że etat jest obciążony bardziej niż spółka. Ale nie brakuje też takich, które bronią estońskiego CIT jako zwykłego, legalnego rozwiązania.

Przeprosiny w piżamie i lekcja z kryzysu
W nagraniu z 25 października Andziaks przeprosiła. Powiedziała w nim: „To była głupota. Powiedziałam nieprawdę i nie powinnam była tego mówić”. Dodała: „Szczególnie chciałabym przeprosić za wypowiedź dotyczącą osób, które zarabiają mniej”. I wyjaśniła: „Miałam na myśli moją jednoosobową działalność gospodarczą, nie moje spółki.”
Eksperci od komunikacji oceniają to różnie. Sylwia Buda, ekspertka od PR, jest sceptyczna: „Nie sądzę, żeby jedno nagranie mogło natychmiast odbudować nadszarpnięte zaufanie.” Wojciech Bizub z WBIZNES ocenił, że przeprosiny zaczynają się dobrze, bo od przyznania, że padła nieprawda. Obaj zgodzili się w jednym: temat pieniędzy w Polsce jest wyjątkowo drażliwy, a ludzie bardziej niż kwoty zapamiętują ton.
A ojczym? Osobna historia
W tym samym tygodniu media podały, że ojczym influencerki, 70-letni Wojciech Kurowski, od 19 września jest poszukiwany przez krakowską policję na podstawie przepisu o oszustwie. Od początku 2026 r. trwa jego proces w sprawie działania na szkodę spółki deweloperskiej z Zakopanego i jej wierzycieli. Kurowski nie przyznaje się do winy. Andziaks mówi, że nie znała jego interesów, że według jej wiedzy przebywa w Austrii i że wierzy w jego niewinność.
To sprawa karna innej osoby, w której obowiązuje domniemanie niewinności. Nie ma też żadnych ustaleń, które łączyłyby ją z podatkami spółek influencerki. Dlatego zostawiamy ją poza tym tekstem. Jeśli policja albo prokuratura podadzą nowe fakty, opiszemy je osobno.
Kto ma rację?
Naszym zdaniem obie strony, tylko w różnych sprawach. Andziaks nie zrobiła nic nielegalnego, wybierając estoński CIT. Wybierają go tysiące polskich firm i robią dobrze, bo zostawiają pieniądze w biznesie, zamiast oddawać je co roku. Kto z tego robi aferę, myli optymalizację z oszustwem.
Ale krytycy też mają rację, tylko nie w sprawie liczb. Mają rację w sprawie słów. Gdy osoba z milionowymi zyskami pyta „Za co?”, a jej spółka w danym roku płaci mniej niż kasjerka na etacie, ludzie nie słyszą wykładu o odroczeniu podatku. Słyszą, że system działa inaczej dla bogatych. I to jest prawdziwy temat tej dramy. Nie influencerka, tylko to, że składka zdrowotna przedsiębiorców i podatki na etacie są dziś skonstruowane tak, że uczciwe porównanie wymaga tabelki, a nieuczciwe mieści się w jednym zdaniu.
Puenta dla każdego właściciela firmy jest prosta. Optymalizuj legalnie i bez wstydu. Ale zanim powiesz publicznie, że płacisz za dużo, policz, ile płaci Twój klient na etacie. Bo w sieci liczy się nie to, co jest zgodne z prawem, tylko to, co da się zmieścić w jednym zdaniu.
Co z tego dla Ciebie
- Sprawdź, czy estoński CIT pasuje do Twojej spółki. Opłaca się, gdy zostawiasz zysk w firmie i inwestujesz. Gdy wypłacasz wszystko co roku, różnica jest mniejsza. Przelicz to z doradcą, zanim złożysz zawiadomienie, bo wybór obowiązuje co najmniej cztery lata.
- Policz składkę zdrowotną przed zmianą formy działalności. Na jednoosobowej działalności składka rośnie razem z dochodem. W spółce z o.o. zależy od tego, jak wypłacasz sobie pieniądze. Dobre podsumowanie zasad znajdziesz w opisie estońskiego CIT w praktyce.
- Pilnuj ukrytych zysków. W estońskim CIT podatek płaci się też od wydatków prywatnych wspólnika opłaconych przez spółkę, np. od prywatnego używania samochodu czy mieszkania. To najczęstsza pułapka.
- Nie porównuj CIT z PIT w rozmowach z zespołem i klientami. Jeśli musisz mówić o podatkach publicznie, mów o łącznej stawce od zysku wypłaconego właścicielowi, a nie o jednej kwocie z jednego roku.
- Zanim nagrasz, przemyśl ton. Narzekanie na podatki jest normalne. Pytanie „Za co?” w ustach właściciela firmy brzmi jak lekceważenie ludzi, którzy pracują u Ciebie na etacie.
Źródła
- Bankier.pl, dane spółek i cytaty z vloga (26.10.2026): bankier.pl
- Money.pl, dane z Portalu Rejestrów Sądowych i reakcje polityków (24.10.2026): money.pl
- Money.pl, wypowiedź ministra finansów w TVN24 (27.10.2026): money.pl
- Pan od Podatków, nagranie z wyliczeniami: tiktok.com
- 4FUN.TV, opis wyliczeń Pana od Podatków (24.10.2026): 4fun.tv
- Super Biznes, komentarz eksperta inFaktu (28.10.2026): superbiz.se.pl
- PRoto.pl, przychody spółki i ocena eksperta: proto.pl
- Bezprawnik, estoński CIT w sprawie Andziaks (25.10.2026): bezprawnik.pl
- Polsat News, oświadczenie i przeprosiny Andziaks (26.10.2026): polsatnews.pl
- Wirtualna Polska, ocena ekspertów od komunikacji (26.10.2026): wp.pl
- Wirtualna Polska, opinia Jana Śpiewaka (23.10.2026): wp.pl
- wPolityce, Mateusz Morawiecki w programie „Tłit”: wpolityce.pl
- Res Futura, przegląd reakcji polityków i komentatorów (27.10.2026): resfutura.pl
- Party.pl, fragment vloga z wypowiedzią Luki: party.pl
- Wykop.pl, dyskusja internautów: wykop.pl
- Andziaks, „Oświadczenie” na YouTube (25.10.2026): youtube.com
- Ministerstwo Finansów, estoński CIT: podatki.gov.pl
Stan na: 29.10.2026. Tekst nie jest poradą prawną ani podatkową.





